wtorek, 24 stycznia 2012

Conference Championships Round – podsumowanie

New England Patriots 23:20 Baltimore Ravens (3:0 - 10:10 – 3:10 – 7:0)

Faworyt był jeden i ostatecznie to on wygrał, chociaż na pewno nie tak łatwo i bezstresowo jak przypuszczano. Trzeba nawet powiedzieć, że mieli w tym bardzo dużo szczęścia, ale o wszystkim po kolei.

Jeszcze w zapowiedziach pisałem, że oba zespoły są jak ogień i woda. Patriots stawiają na mocny atak, z kapitalnym Brady’m jako rozgrywającym, świetnym tight endem Robem Gronkowskim czy dobrymi wide receiver’ami. Ravens to solidna obrona i dużo przechwytów – było to widać w ich poprzednim spotkaniu przeciwko Texans.

Pierwsza kwarta pokazała nam, że w tym meczu może przede wszystkim zadecydować obrona. Tylko jeden drive był na tyle dobry, by przynieść punkty, choć zaledwie 3, po zdobytym field goal’u. Co ciekawe była to bardzo długa, bo ponad 5 minutowa akcja, w której do pokonania zaledwie 50 jardów Patriots potrzebowali aż 13 zagrań. Pokazuje to na jak niewiele pozwalali im Ravens, choć i odwrotnie. Początek drugiej kwarty to kolejny kop na bramkę, tym razem gości, zakończony sukcesem. Był on owocem akcji jeszcze z poprzedniej kwarty, w której świetnie pokazał się Flacco – rozgrywający drużyny z Baltimore. Co ciekawe po dwóch pierwszych fatalnych drive’ach w jego wykonaniu obudził się potem i poziomem gry tak naprawdę dorównywał Brady’emu. A po meczu z Texans wydawało się, że większy ciężar gry spocznie na Ray’u Rice, runningbacku Ravens. Jak pokazał mecz – było zupełnie odwrotnie, choć i Rice swoje wybiegał i trzeba mu to oddać (mimo, że 67 jardów przy 21 próbach to słaby wynik).

San Francisco 49ers 17:20OT New York Giants (7:0 – 0:10 – 7:0 – 3:7 – 0:3)

Postawa obronna i błędy - to właśnie zadecydowało o przebiegu i ostatecznym wyniku tego spotkania. Obie drużyny pokazały, jak należy bronić, a Giants kolejny mecz wywierali świetną presję na rozgrywającym rywali. Spójrzmy na Alexa Smitha – zaledwie 12 udanych podań na 26 prób i tylko 196 jardów – z czego 101 z nich zdobył w dwóch przyłożeniowych podaniach. Manning mimo lepszych statystyk też niewiele mógł – udawało mu się przebijać do 50-40 jarda połowy rywali i na tym został zatrzymywany. Akcje biegowe nie wychodziły przyjezdnym w ogóle – Bradshaw zatrzymany do zaledwie 74 jardów na 20 prób, choć trzeba oddać, że i Gore – runningback 49ers też nie miał łatwo.

Punktowanie otworzyli gospodarze, a dokładnie Vernon Davis. Smith, który wcześniej na 8 prób miał tylko jedną udaną, w drugim celnym podaniu trafił do swojego receivera, a ten zdobył 73 jardowe przyłożenie. To niesamowite i widoczne przez cały mecz – jak mimo fatalnej (jak na ekipę aspirującą do tytułów) postawy ofensywnej 49ers potrafią punktować. W drugiej kwarcie dał znać o sobie Manning, który przeprowadził świetny drive, zakończony w end zone gospodarzy, po 6 jardowym podaniu do Pascoe. Dalej na boisku królowała ofensywa, aż do ostatniej akcji tej połowy, zakończonej field goalem i kolejnymi 3 punktami dla Giants. Do przerwy goście prowadzili więc 10:7, a odnotować trzeba brak jakichkolwiek strat piłki po obu stronach – mimo rzęsistego deszczu, który padał w trakcie całego meczu.

czytaj resztę na Fa.sport24.pl

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Felieton "4x15": Prawdziwa magia Tebowa

Tebowmania wśród kibiców NFL chyba przechodzi już na dobre. Nareszcie – to pierwsze, co przychodzi mi na myśl, gdyż ja sam nigdy nie byłem entuzjastą gry tego zawodnika. Bo tak naprawdę zawsze było mi ciężko zrozumieć – dlaczego gracz o tak słabych statystykach i tak wyjątkowo samolubnym stylu gry jest gloryfikowany i uznawany, za jednego z najlepszych rozgrywających młodego pokolenia? Bo jest efektowny? Bo potrafi swoje wybiegać? Bo ma ten swój osławiony „Tebow Time”, gdy zdarzy mu się (choć też nie zawsze) wyciagnąć drużynę z opresji? Jedna – dwie dobre akcje pod koniec meczu to za mało. Zdecydowanie za mało, jak dla mnie, by takiego gracza jak Tim Tebow, określić mianem więcej niż zaledwie przeciętnego.

Mania na Tebowa pojawiła się, gdy ten wybrany rok temu z 25 numerem w 1 rundzie draftu przez Denver Broncos rozgrywający zagrał jako podstawowy rozgrywający ostatnie 3 mecze w sezonie, gdy jego zespół nie grał już o nic. Nie pokazał wiele wybitnego, jeśli chodzi o statystyki i to, co najważniejsze – czyli efektywność. Dał za to Broncos jedną wygraną, która rozpoczęła magię Tebow Time. Dwa pozostałe spotkania, gdy zaczynał jako podstawowy rozgrywający, przegrał, ale w końcówce znów budził się do życia i nawiązywał walkę. Media oszalały – pojawił się młody showman, rozgrywający, który potrafi obudzić publikę na koniec, nie tylko podaje, ale odważnie wykonuje akcje biegowe – po prostu ktoś, na kogo można liczyć, jeśli chodzi o wzrost końcowego napięcia. W ferworze ekscytacji młodym zawodnikiem mało kto zaobserwował, jak ogromną pracę wykonują w tych akcjach odbierający jego podania, a sam Tebow jak w marnym stopniu je wykonuje. Nikt nie patrzył na to, wszyscy obserwowali, to co wyszło mu rzadziej – ale efektowniej.

Ten sezon miał być przełomowy. Tim jako pierwszy quarterback zagrał w 14 spotkaniach, czego w 11 jako podstawowy zawodnik. Denver awansowali do playoffów – wielki sukces, a główne laury spadły właśnie na rozgrywającego, który de facto – nie odegrał aż tak znaczącej roli w osiągnięciu tego sukcesu. I ciężko się tutaj z moim stwierdzeniem nie zgodzić, bo jest popierane przez dwa czynniki. Przede wszystkim – sama statystyka, która jest dla Tebowa bezlitosna. Zaledwie 46.5% udanych podań, co klasyfikuje go na szarym końcu rozgrywających ligi (dla porównania Hasselbeck, 10 w tym rankingu ma 61,6%). Zaledwie 12 touchdown’ów (prawie 4-krotnie mniej niż Brees i Rodgers, 2 razy mniej od 10 na liście Fitzpatricka), 10.9% jego prób podaniowych kończyło się sackiem (dla porównania 10. Freeman miał 5%) i to nie wynikające ze słabego krycia rozgrywającego przez Broncos, ale przez brak wyczucia Tebowa, kiedy należy wyrzucić piłkę, by uniknąć powalenia na ziemię razem z nią i stracenia dużej liczby jardów. Co najgorsze jednak w takich chwilach często właśnie tracił piłkę z rąk. Efekt? 14 fumbles, czyli najwięcej w NFL w 2011 roku, co wystawia mu jeszcze gorszą opinię. By jednak nie posiłkować się tylko statystykami wystarczy przywołać dowolny mecz Tebowa, który pokaże jego styl gry. Ile to już razy mając dogodnie ustawionego receiver’a wolał albo samodzielnie biec, albo szukać niepotrzebnie długiego podania. Bo to jest właśnie cały Tim. Podaje jak najdalej, nie uznając powolnego konstruowania akcji. Dzięki czemu to właśnie jest jedyna statystyka, w której zajął wysokie, bo trzecie, miejsce, jeśli chodzi o zeszły rok – średnia ilość zdobytych jardów na udane podanie, która w jego wypadku wyniosła ponad 13.

więcej czytaj na FA.Sport24.pl

autor: Wojciech Augusiewicz

AFC Championship Game – zapowiedź

Przed nami już tylko 3 ostatnie mecze w tym sezonie. Są tą rzecz jasna finały poszczególnych konferencji (NFC i AFC), oraz wieńczący wszystko finał – SuperBowl, w którym zmierzą się zwycięzcy spotkań rozegranych w ten weekend. Na pierwszy ogień pod lupę idzie spotkanie o mistrzostwo ligi AFC, gdzie w Foxborough na Gillete Stadium zmierzą się gospodarze New England Patriots z Baltimore Ravens.

Patriots po pewnej wygranej z Denver wydają się głównym faworytem do wygrania 51. SuperBowl. Byłby to ich czwarty tryumf w ewentualnym 6 występie w finale na przestrzeni ostatnich 11 lat. Niemniej by się tam dostać muszą przejść Baltimore Ravens, z którymi z pewnością łatwo im nie pójdzie. Przyjezdni znaleźli się w finale konferencji po dobrej wygranej z Bengals, o której przesądziła w głównej mierze ich postawa w obronie. I to wydaje się być klucz do osiągnięcia korzystnego wyniku przeciwko Patriots. Chyba zresztą jedyne wyjście. Patriots posiadają jeden z najlepszych ataków w lidze. Zdobywają średnio ponad 32pkt na mecz. Brady w genialnej formie, a Gronkowski łapie wszystko, co jego rozgrywający mu poda górą. Ciężko jest tak naprawdę dostrzec słaby punkt w tej kapitalnie funkcjonującej ofensywnej machinie. Być może więc tym punktem będzie genialna obrona rywali? A taką formacją dysponują z pewnością Ravens, którzy nie pozwalają ani na akcje górą, ani na akcje dołem. I co ważniejsze – są najlepsi w konferencji jeśli chodzi o presję na rozgrywającym rywali – 48 sacków w tym sezonie, w tym aż 14 Terella Sugsa. A Brady jako typowy pocket-QB, który woli stać w miejscu i szukać podania może być w tym wypadku całkiem wygodnym celem. Sam zainteresowany stwierdził : „Oni [Ravens] są najlepszą drużyną z jaką mierzymy się w całym tym roku.” Przypomnieć trzeba, że w jedynym spotkaniu między tymi drużynami w czasie playoffów 10 stycznia 2010 roku, w meczu o Wild Card Game, górą byli Ravens, zwyciężając 33-14. Sam Brady zaliczył 3 straty, 3 sacki i podał na jedynie 154 jardy – wszystko dzięki kapitalnej presji wywieranej przez drużynę z Baltimore. Na pewno więc ten mecz tkwi mu mocno w pamięci.

czytaj resztę na fa.sport24.pl

autor: Wojciech Augusiewicz

NFC Championship Game – zapowiedź

Chyba mało kto spodziewał się, że w meczu o mistrzostwo konferencji NFC zmierzą sięakurat te dwie drużyny. New York Giants pokazali, choć dopiero w postseason, jak mocną defensywą można wygrywać teoretycznie niewygrywalne mecze. 49ers dokonali przeciwko faworyzowanym Saints istnego cudu. Dzisiaj w nocy przyjdzie im zmierzyć się ze sobą o awans do SuperBowl. Zapraszam do przeczytania zapowiedzi meczu.

San Francisco 49ers – New York Giants 23.01.12r. 02:30
Faworytem bukmacherów, choć bardzo, bardzo nieznacznym jest zespół gospodarzy, eksperci natomiast typują odwrotnie. I to doskonale obrazuje nam jak wyrównane spotkanie się zapowiada. Tak naprawdę ciężko jest wskazać faworyta. Obie drużyny opierają swój system gry na mocnej obronie – i nie dajmy się tutaj zwieść ostatniemu meczowi 49ers, który jako wyjątek potwierdza regułę.Osobiście faworyta doszukiwałbym się w dzisiejszych gospodarzach. Dlaczego? Defensywa 49ers to defensywa kompleksowa – potrafią bronić zarówno podania, jak i akcje biegowe. Nie pozwalają na wiele, głównie znalezienie wolnego miejsca. W przeciwieństwie do Giants, którzy owszem, grają świetną presję na rozgrywającego, ale przy akcjach biegowych nieco się gubią. Jeśli grali przeciwko Falcons i Packers to owszem – pozwoliło to zatrzymać główny atut ofensywny obu tych ekip, czyli rozgrywających. 49ers, przynajmniej teoretycznie, wolą atakować po ziemi i mają Franka Gore’a – chyba obecnie najlepszego runningbacka w lidze. I dzisiaj może mieć on naprawdę spore pole do popisu. Niemniej jeśli ekipa z Kalifornii znów przesadzi z podaniami Smitha, jak to miało momentami miejsce przeciwko Saints, to mogą mieć ciężej. Liczę jednak, że ich sztab szkoleniowy wyciągnie wnioski z poprzedniego meczu, gdzie prawie cały czas ofensywy nie było i nie będą już tak nadmiernie forsować wykorzystywania swojego quarterbacka, a pograją trochę Gore’m.

autor: Wojciech Augusiewicz

czytaj resztę na fa.spor24.pl